| govindablog - archiwum: 40 lat minęło...(prawie) |
|
strona główna |
2006-10-06 20:04:55 40 lat minęło...(prawie)no tak, nie było mnie tu hohoho!!! nie za bardzo umiem streścić, co takiego wydarzyło się przez ten czas. działo się sporo. suma sumarum nie zmieniło się nic;) tak więc dalej studiuję, z mozołoem zdobywam wiedzę, bogatsza jestem o doświadczenia z prawem karnym, cywilnym.. o ile to w ogóle bogaci, tak między nami mówiąc. aczkolwiek moja ścieżka naukowa przebiega bardziej dramatycznie, niż się z pozoru wydaje. przeżyłam niedawno moment całkowitego zwątpienia w sens studiów, które podjęłam 2 lata temu. nie polecam nikomu tego uczucia, jest całkowicie kijowe. nie powiem, żebym zmarnowała ten czas, choć z drugiej strony nie czuję się jakoś specjalnie zrealizowana. nie za bardzo mam ochotę znowu o tym myśleć. fakt jest taki, że podjęłam walkę. jeszcze się nie poddałam. choć nie dalej jak dziś usłyszalam od mojego "mentora" (niewiele starszy ode mnie aplikant radcowski, mój opiekun w krainie pozwów), że jestem idealistką i że życie zweryfikuje moje do niego (życia)podejście. cóż, magda m to rzeczywiście ułuda zawodu prawniczego, choć mam nadzieje, że w pewnym sensie postawa altru-, nie ego-isty jest możliwa do wiarygodnego reprezentowania. dobra, dość na temat ius. drugim wątkiem przewodnim w mym jakże młodym jeszcze życiu (tym razem mam już skończone 21 lat), jest burzliwy - ostatnio - związek z pewnym, niezmiennie tym samym, osobnikiem płci męskiej. związek trwa i ma się dobrze, choć pojawiły się pierwsze konflikty. teraz nie mogę uwierzyć, że rok wytrzymaliśmy bez jednej sprzeczki! tak więc, jak już co domyślniejsi wiedzą, sprzeczki się pojawiły, przebieg ich był momentami dramatyczny, łącznie z moim dojmującym lamentem. generalnie - wszystko wskazuje na to, że paskudny związek wkracza w fazę "lata". na marginesie: w całkiej mądrej książce "mężczyźni są z marsa, kobiety są z wenus" przeczytalam ostatnio, że relacje między obiema płciami można przyrównać do przebiegu pór roku. obecnie jestem więc na etapie przerabiania "lata", czyli ciężkiej orki w pocie czoła (wyobrażam sobie natychmiast rolników w polu w piekącym słońcu), co ma obrazować wzajemne poznawanie wad partnera, który jak się okazuje, nie jest wcale bez skazy! uspakaja mnie od razu myśl o związkowej "jesieni", gdzie ponoć będziemy zbierać owoce naszej ciężkiej pracy. oby. nie będę się już rozpisywać o wakacjach, chrzcie i dwóch ślubach, na których byłam. ani o tym, że dentysta został wreszcie dentystą:) idę uprawiać moją orkę na ugorze mam nadzieję - do zobaczenia wcześniej niż za kolejne "40lat"! skomentuj (1) |