| govindablog - archiwum: gdzieś głęboko pod twoimi i moimi powiekami... |
|
strona główna |
2005-12-29 14:31:02 gdzieś głęboko pod twoimi i moimi powiekami...wbrew pozorom - żyję! i nawet mam się całkiem dobrze:) aktualnie pakuję manatki na wyjazd do karpacza. taki mały sylwestrowy wypad:) jadę z Paskudnikiem. oznacza to, że wciąż nieźle nam się powodzi i pewnie dlatego tak rzadko zaglądam na łamy govindy. oczywiście zdarzają się wzloty i upadki, kłótnie z reguły (nie wiedzieć czemu) wszczynam ja. zupełnie tego nie rozumiem.. generalnie jednak sytuacja się rozwija. miałam w planach tyle pięknych notatek dla govindy, ale zawsze coś przeszkadzało mi wejść do komputera i w rezultacie nie popełniłam zadnej z nich. no tak, winny się tłumaczy. miałam napisać o swoistym postrzeganiu zazdrości u mężczyzn, chociaż może bardziej u Paskudnika, bo jego zachowanie względem tego tematu nie było, jak mi się wydaje, typowe. jedna z naszych kłótni dotyczyła właśnie zazdrości, a raczej jej braku. no dobra, napiszę coś o tym:) tak w skrócie: ok połowy listopada odezwał się do mnie po 4 miesiącach milczenia facet, którego spotkałam na tej samej imprezie, co Pawła. nagle zapragnął się ze mną spotkać. kiedy powiedziałam mu, że nie jestem już stanu wolnego (w sensie jestem z Pawłem, którego WTEDY poznalam - pamiętasz?) trochę się skonsternował, ale nie stracił rezonu i nadal pragnął spotkania. kazałam mu zadzwonić kiedy indziej, bo teraz nie wiem jeszcze itd. chciałam po prostu porozmawiać z Paskudnikiem i wybadać, co on mianowicie na ten temat sądzi. a więc mianowicie on NIC nie sądzi! jeśli chcę, mogę się z nim spotkać, nie ma ku temu żadnych przeszkód. on (Paskudnik) nie będzie mnie ograniczał ani kontrolował, niech robię co chcę i spotykam się z kim chcę. jemu jest to zupełnie obojętne. jedyne, co mu pozostaje, to mieć do mnie zaufanie, a co się ma zdarzyć i tak się zdarzy. zupełnie nie tego się spodziewałam. żadnej zazdrości, żadnego zainteresowania. to co, jakbym nagle zapragnęła, tak bez powodu, zakończyć naszą znajomość, to on by to przyjął ze stoickim spokojem, bo przecież "co się ma zdarzyć i tak się zdarzy i on nie ma na to wpływu"?! i niech wydzwaniają do mnie faceci, którzy chcą mnie poderwać, mało tego, niech mnie podrywaja nawet na jego oczach, on na to nie zareaguje. mówi: nie chcę cię ograniczać. mówię: a może ja bym chciała, żebyś tak trochę mnie ograniczał? mi to tak głównie rozchodziło się o to, że Paskudnik swoim postępowaniem wzbudził we mnie wątpliwośc co do tego, czy mu na mnie zależy, czy jestem dla niego ważna. nie ma w zwyczaju informować mnie o takich faktach, więc skąd ja u licha mam wiedzieć? według niego ważniejsze są czyny i one mówią same za siebie. ja jednak wolałabym usłyszeć od czasu do czasu jakieś miło słowo, a nie się go tylko domyślać. generalnie była to rozmowa głuchego ze ślepym. każdy swoje, każdy ma trochę racji. on jest nieco purystą w wyrażaniu wszelkiego rodzaju deklaracji, ja NIECO przesadzam;) dogadaliśmy się w końcu i topór wojenny został zakopany. potem było jeszcze parę innych sprzeczek, ale one tylko przydają charakteru naszemu związkowi:) tak naprawdę, to Paskudnik jest kochany i bardzo mu na mnie zależy. teraz to wiem. casem nawet za mną tęskni;P to miała być krótka wzmianka o tym, co było. wyszła opasła opowieść i w związku z tym nie mam już czasu na pisanie o tym, co teraz. nie ręczę też, że w najbliższym miesiącu będę często tu zaglądać. studia mają swoje prawa, niestety, i kiedyś w końcu trzeba naszą studencką wiedzę zweryfikować. to będzie bardzo bolesne.. kończę zmagania 31.01 to zobaczenia w Nowym Roku!!! p.s.200lat dla govindy, 12.12 miała urodziny:) skomentuj (0) |