| govindablog - archiwum: historia pewnej kapoty |
|
strona główna |
2005-10-22 15:05:17 historia pewnej kapotyto ciekawe:) odkąd mam mniej czasu, częściej zaglądam na łamy govindy.. pewnie dlatego, że jest ona świetną wymówką, by się nie uczyć;P dziś parę impresji, obserwacji, poczynionych na dniach. obserwacja I: dlaczego mężczyźni nie prawią kobietom komplementów? tak więc dlatego, iż nie chcą abyśmy myślały, że ładnie wygladamy tylko od święta! w ich mniemaniu jednorazowo poczyniony komplement pt."ładnie wyglądasz" sugeruje mianowicie, że innego dnia wyglądałyśmy źle. coż za daleko posunięta nadinterpretacja... impresja I: nie po raz pierwszy dochodzimy do wniosku, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.. wczoraj miała miejsce następująca sytuacja: odwiedzam w domu mężczyznę, on chce zaprezentować swój nowy wizerunek "swobodnego w kontaktach domowych". co robi? przywdziewa swoją ulubioną (nie wiem, jak to nazwać) bluzę, sweter, kapotę (?) powala mnie tym dosłownie.. on, który w sklepie na widok swetra, dodajmy pięknego swetra, w norweski wzór prycha i kicha, i zarzeka się, że w życiu nie założyłby CZEGOŚ TAKIEGO, bo to to samo, co sweter w renifery z bridget jones. on, ktory swetry w serek uważa za synonim mody karków i absolutnie nie daje się przekonać, że nie ma nic wspanialszego niż połączenie tegoż swetra z koszulą. on właśnie zaprezentował mi się w tym zjawisku: rozpinanej bluzie niby z polaru, haftowanej tu i ówdzie w tyrolski wzór szarotki, przyozdobionej kutymi guzikami na kształt wspomnianego kwiatu.. KOSZMAR!!!! miałam nadzieję na miły, romantyczny wieczór, ale toto absolutnie zepsuło randkową aurę. nie mogłam oderwać wzroku od szkaradziejstwa i mężczyzna chyba zauważył moją konsternacją, więc zapytał: "przypatrujesz się mojej ulubionej bluzie?" nie zdążyłam nic powiedzieć, bo on ciągnął dalej: "wyjątkowa, prawda? opowiem ci, jak to było..."(i tu następuje zajmująca opowieść o losach kapoty, skąd inąd rzeczywiścoe niezwykłych) hm, a więc jednak nie tak zinterpretował wyraz zamyślenia, przyprawiony bólem na mojej twarzy. pytam go więc "dlaczego tak ją uwielbiasz? poza tym, oczywiście, że jest 'wyjątkowa'." usłyszałam : "ach, wiele wspomnień, uczyłem się w niej do wszystkich egzaminów itd" heh, dużo czasu zajęło mi namówienie go do zmiany odzienia. na szczęście udało się, romantyczny wieczór uratowany:) obserwacja II: rozmowa zeszła na temat motoryzacyjny (bynajmniej nie za moim udziałem). mężczyzna zaczyna rozpływać się na samą myśl o czerwonym ferrari. no dobra, ferrari jest może niezłe, ale żeby aż tak tracić głowę? zaznaczam tu, że przytaczany mężczyzna jest z natury dość opanowany. poza tym tego dnia miałam na sobie bardzo ładną, mówiąc nieskromnie, czerwoną bluzkę. jak więc on w takiej sytuacji mógł zachwycać się jakimś karmazynowym kawałkiem blachy? (wiem, że przesadzam troszkę, ale specjalnie go sprowokowałam, bo byłam ciekawa, jak z tego wybrnie;P) mówię mu więc, że jestem zazdrosna o to ferrari - tu się uśmiecham, coby nadać temu wyznaniu charakter żartobliwy. na co on z cała powagą odpowiada: "nie możesz być zazdrosna o samochód. tego nie da się porównać. zawsze będę marzył o czerwonym ferrari. to nie ma nic wspólnego z tobą" no tak, niby nie mamy wielu wspólnych cech, ja i ferrari, poza czerwonym kolorem szaty graficznej.. czyż ci mężczyźni nie są zabawni?;) skomentuj (2) |