strona główna




2011-08-26 11:34:51

...i kolejny rok później


i minął kolejny rok w govindowym eterze...
w ostatnie wieczory wsiadam w machinę czasu za sprawą starych pamiętników, które pisałam jeszcze zanim powstała govinda i czytam, uśmiecham się, dziwuję się, zastanawiam i wsiąkam bez reszty. nagle mam wrażenie, jakby ktoś odtwarzał w mojej głowie film, który dobrze znam, ale dawno go nie oglądałam. i na dodatek jestem jego główną bohaterką! przyłapałam się na tym, że czytam z wypiekami na twarzy i nie mogę się doczekać, co bedzie dalej, bo albo nie pamiętam jak się ten kolejny opisywany "dramat" skończył, albo pamiętam, ale jestem ciekawa, jak wtedy do odczuwałam. a odczuwałam wszystkimi, wyostrzonymi zmysłami!
teraz mam 26 lat, wiodę ustabilizowane życie u boku Paskudnego Małżonka, mam pracę i generalnie... jakby wieje nudą! a wtedy? miałam 15-20 lat, szalałam na całego (no, może bez przesady, ale opisałam to dość barwnie;) czytam poszczególne wpisy i z zaskakującą regularnością odnotowuję, że średnio co drugi wpis jestem "w rowie mariańskim doła", by w następnym pisać, że życie jest piękne i dopiero się zaczyna... jakie to moje życie musiało być wtedy męczące!
postawiłam wtedy tyle pytań, na które teraz częściowo znam już odpowiedź. snułam tyle planów, z których tylko część została zrealizowana, a o reszcie potem wdrożonych nawet wówczas mi się nie śniło. opisuję swoje otoczenie, które teraz albo jest np. szczęśliwą matką Polką/kobietą sukcesu/wiecznym małym chłpcem, albo przestało mnie otaczać (albo to ja zmieniłam lokalizację?) i nie wiem, co tak naprawdę się z nim dzieje. nierzadko są to osoby, które były mi wówczas bardzo bliskie. jak widać, nasza-klasa nie załatwia wszystkiego;)
gdy tak sobie czytam, na nowo przeżywam tamte historie i gdy nagle ktoś (czyt. Paskudny Małżonek, który wrócił z pracy i domaga się obiadu) wyrywa mnie z lektury, to w pierwszej chwili nie wiem, co się dzieje, bo właśnie na powrót mam 16 lat i akurat jestem nieszczęśliwie zakochana, a mój oblubieniec Jakub z II d) spojrzał się na Martę! a mi tu jakiś facet, co to podaje się za mojego prawowitego męża, wyskakuje z obiadem, no naprawdę!
govinda to już nieco nowsze dzieje (bagatela 7 lat wstecz), ale to też jest już zamknięty etap życia, radosna "studenckość" i wkraczanie w dorosłość. a teraz jestem już oficjalnie taka strasznie dorosła:( nie chcę taka być, chcę znów zachwycać się muzyką, tworzeniem i sztuką przez duże S jak wtedy (tak, taka byłam górnolotna;), martwić się kolejnym sprawdzianem, pojechać na obóz żeglarski i przeżywać męki z na widok nieziemsko przystojnego sternika - studenta;)
póki co czas wracać do "poważnych obowiązków";) może jeszcze tu zajrzę?


skomentuj (0)