strona główna




2007-08-17 09:43:15

o spaniu



wstałam dziś o 8:45. czy to wcześnie? a może poźno? wszystko zależy od tego, czy ktoś jest typem sowy, czy też jest rannym ptaszkiem..

zastanawiałam się wielokrotnie, jakim typem jestem ja. i tu pojawia się problem. z jednej strony nie lubię poźno chodzić spać, zarywać nocy. z drugiej: nie zrywam się potem bladym świtem i nie witam słońca, gdy wschodzi (no, chyba że czasem zimą, jak jestem przymuszona do tego zawodowym obowiązkiem). ja po prostu lubię spać:) i się wyspać:) a contrario: nie lubię być niewyspana, nie lubię mieć przetrąconej doby - co się często dzieje po imprezach (nie znaczy to, że nie chodzę na imprezy; nie lubię po prostu tego efektu ubocznego).

reasumując: gdy mam wolny dzień, wstaję tak jak dziś, czyli między 8:30 a 9:00. nie jest to nazbyt wcześnie. rasowy skowronek oburzyłby się pewnie, że usiłuję mianować się choćby półskowronkiem, przecież nie wstaję o 7:00, ani nawet o 7:30, o zgrozo - o 8:00 smacznie jeszcze chrapię!

mój Paskudnik wszelako uważa tę porę za iście zabójczą i gdy próbuję wywalić go z łóżka o tej godzinie - usilnie protestuje. on jest zdecydowanie typem sowy. bez problemu przychodzi mu zaleganie w pościeli do co najmniej 11:00, czasem nawet południe jest dobrą porą, aby rozprostować paskudne kości... dla mnie to nie do pomyślenia! gdybym budziła się w południe, czułabym się przespana - oto neologizm mojego autorstwa. słowo powstało, ponieważ istaniało na nie zapotrzebowanie. chciałam jakoś nazwać ten stan, w którym po przespaniu więcej niż 10 godzin czuję się.. jakby niewyspana (a to przecież niemożliwe, bo gdybym wstała po 9 godzinach, byłoby ok;) tak więc wniosek jest 1: jestem przespana. nadmiar snu też szkodzi, o dziwo..

dlatego na wakacjach wypracowujemy kompromis:), to jest wstajemy ok 10:00. co prawda od 9:00 ja przewracam się z boku na bok i zaczepiam biednego Paskudnika na różne sposoby, na co on odburkuje, że przecież ŚPI JESZCZE, z naciskiem na JESZCZE.

no więc czym ja tak naprawdę jestem?
gdybym już musiała się zdeklarować, chyba jednak wolałabym przystać do skowronków (to takie ładne ptaszki i jak śpiewają!) pracuje mi się lepiej też rano, nauka nocna zdecydowanie nie jest w moim guście. raz bodaj jedyny z powodu egzaminu poszłam spać o 1:30!;) ale zazwyczaj nawet widmo egzaminu nie jest w stanie powstrzymać mnie przed udaniem się na spoczynek przed godz. 24:00.

weźmy jeszcze mojego kota, który zresztą pochrapuje u mego boku, a raczej u mych stóp. ten to ma spanie na zawołanie! przysypia co najmniej 75% życia (chyba i tak jestem dla niego zbyt pobłażliwa z tym spaniem, może to jest jednak 80%?) tak naprawdę, to nikt nie wie, co kocisko robi w nocy (bo że w dzień śpi cały czas, jest przecież oczywiste). mój tata usilnie podtrzymuje, że kotuś w tym czasie pilnuje domu. pozwolę nie zgodzić się z tą opinią, ile razy bowiem wracałam po nocy do domu, nasz puchaty pupil spał w najlepsze i nawet nie zauważył mojego wejścia.
czasem trochę mu zazdroszczę tego nieograniczonego czasosnu...;)


p.s. widzicie, wróciłam na govindowe łamy szybciej niż można się było tego spodziewać:)



skomentuj (0)