| govindablog - archiwum: opowiedz mi o smaku chleba razowego z pastą awokado |
|
strona główna |
2007-08-16 18:33:17 opowiedz mi o smaku chleba razowego z pastą awokadojakoś tak dziwnie mi odzywać się, czynię to z taką jakby nieśmiałością... (całkiem jak Anna Patrycy) wiem już! jest mi chyba wstyd, że nie pisałam tak dawno. wstyd mi zwłaszcza przed govindą, ona tu zawsze jest i wiernie czeka, aż dam jej jakąś pożywkę. niestety nie mogę obiecać, że teraz radykalnie zmieni się moja frekwencja na goivindowych łamach. (tłumaczę się, żenujące...) podejrzewam, że nawet najtwardsi z zatwaredziałych czytelników mojego bloga porzucili już wszelką nadzieję, że usłyszą ode mnie cokolwiek. przed nimi też jest mi wstyd. dość tego kajania. ja po prostu zawsze muszę się kajać, choćby nie wiem co! za każdym razem, czy to z powodu sukcesu, czy to z powodu porażki! to strasznie wkurzające, nie znoszę tej cechy u siebie. najbardziej w tych momentach, gdy zrobiłam coś dobrze, a nawet bardzo dobrze - ktoś mnie chwali, a ja od razu wypalam tekst w stylu: "to nic takiego, w sumie nie było to nawet takie trudne" itd. mimo, iż tak naprawdę, kosztowało mnie dużo pracy i ta pochwała jest w pełni zasłużona. ja chyba po prostu nie potrafię przyjąć komplementu. łatwiej jest uwierzyć, gdy ktoś nas krytykuje (dlaczego używam liczby mnogiej "nas"? przecież to maniactwo jest moją specjalnością;) tak więc jeszcze raz: łatwiej jest mi przyjąć krytykę. uważam taki stan za bardziej naturalny i, uwaga, zdecydowanie lepiej go znoszę niż pochwałę! to naprawdę chore, o czym piszę!uświadamiam to sobie coraz mocniej. nie znaczy to oczywiście, że pochwały nie sprawiają mi przyjemności, czerwienię się natychmiast i głupawy uśmiech wypływa na moje oblicze. rzecz w tym, że reaguję na nie nieprzeciętnie: zaczynam się tłumaczyć przed osobą, która mnie chwali, że tak naprawdę it's not a big deal. straszna głupota, straszna. to zupełnie niedzisiejsza postawa, tak mi się wydaje. w wyścigu szczurów byłabym pierwsza do odstrzału! a propos szczurzego wyścigu: jakoś nawet nie czuję, żebym była "w biegu". potencjalnie mogłabym być, ale szczęśliwie nikt nie dyszy mi na kark, a i ja tego bliźniemu nie czynię. bardzo się z tego powodu cieszę, bo obawiałam się, że to jest jak fala, która porywa każdego napotkanego, bez jego wiedzy. na zakończenie dzisiejszego spotkania (bardzo miłego, już prawie zapomniałam, jak to dobrze dzielić się z govindą swoimi przemyśleniami:) jak już wspomniałam powyżej, nie mogę ręczyć za częstsze wizyty tutaj, ale któż to wie, może znów zakosztuję govindy jak dawniej, jak za starych, dobrych czasów?:) /celowo nie streszczałam swojego życiorysu z ostatniego roku, bo liczę na to, że przy okazji następnych wizyt pewne sprawy na bieżąco wypłyną../ szczerze - myślę, że w końcu powrócę tu na dobre, mam bowiem dostać laptopa (ale ciii! to taka mała tajemnica;) i z nim z pewnością łatwiej będzie mi odwiedzać govindę. tymczasem pozdrawiam blogowy eter...! skomentuj (0) |